czwartek, 15 listopada 2012
Nowy mężczyzna
Imię: Edward
Nazwisko: Harpei
Wiek: 19 lat
płeć: mężczyzna
rasa: czystej krwi czarodziej ciemności,ognia
Kraina: Innotopia
Posada: Strażnik
Zwierze: smok
Charakter: miły, romantyczny, odważny, silny
Umiejętności: teleportacja, czytanie w myślach
historia: nie pamięta
partner/partnerka: podkochuje się w Jessica Mari
twój nic na howrse: bobotuptus
poniedziałek, 12 listopada 2012
Witamy!
imię:Aphrodi
nazwisko:Jiruga
wiek:14 lat
płeć:Mężczyzna
posada:Prawa reka władzy
rasa: Czystej Krwii
kraina:Kraina 5
zwierze: emon-wąż
umiejętności: Bardzo szybki i silny, Telefortacja, Czytanie w myślach
żywioł: Powietrze
charakter: Arogancki, Ironiczny, Sadystyczny, Cyniczny, Opryskliwy, Pewny Siebie, Odważny
historia: Nieznana
partner: nie
rodzina: Anna
twój link na howrse:liwiab7
nowa kobieta w naszym gronie;)
Nowa czarodziejka;)) Witamy!
Imię:Arya
nazwisko:Su
wiek:19
płeć: kobieta
posada:Nauczyciel
rasa: wodna czarodziejka czystej krwi
kraina: Inotopia
zwierze: Amos
umiejętności: Panowanie nad wodą, zwolnienie czasu
żywioł: woda
charakter: przyjazna, uczciwa, miła, uparta, często poważna.
historia:Urodziłam się w wodnej krainie, gdzie czarodzieje wierzyli, że woda powstała dzięki ogniu i powietrzu(stąd te skrzydełka przy rękach). Oboje rodzice byli magami wody i władcami tamtej krainy.
Wychowali mnie sumiennie, pillnując zmian charakteru, zachowania itp. Nauczyli mnie władać mocą, a także jaki gdzie ją wykorzystywać.
Gdy miałam 15 lat mama zmarła, ale zostawiła mi naszyjnik, który wędrował po naszej rodzienie od wieków i symbolizował władze nad wodą, oraz rozważność. 2 lata później, gdy miała 17 lat zmarł ojciec. Jako jedyna córka zostałam władczynią. Niestety zły los sprawił, że zaatakowała nas kraina ognia, a ja nieprzygotowana na atak nie uchroniłam moich poddanych. Sama uszła z życiem dzięki naukom rodziców. Na pobojowisku, wsód gruzu było słychać cichy pisk. W poszukiwaniu dotarlam do królewskiej piwniczki. Był tam mały biały tygrys. Musiał się schronić tam przed wojną. Przygarnęłam go i nazwałam Amos.
Teraz podrózuje razem ze mną i bardzo go kocham.
partner: brak, poszukuję.
rodzina: Oboje rodziców nie żyje.
twój link na howrse: amy_i_Li11
Imię:Arya
nazwisko:Su
wiek:19
płeć: kobieta
posada:Nauczyciel
rasa: wodna czarodziejka czystej krwi
kraina: Inotopia
zwierze: Amos
umiejętności: Panowanie nad wodą, zwolnienie czasu
żywioł: woda
charakter: przyjazna, uczciwa, miła, uparta, często poważna.
historia:Urodziłam się w wodnej krainie, gdzie czarodzieje wierzyli, że woda powstała dzięki ogniu i powietrzu(stąd te skrzydełka przy rękach). Oboje rodzice byli magami wody i władcami tamtej krainy.
Wychowali mnie sumiennie, pillnując zmian charakteru, zachowania itp. Nauczyli mnie władać mocą, a także jaki gdzie ją wykorzystywać.
Gdy miałam 15 lat mama zmarła, ale zostawiła mi naszyjnik, który wędrował po naszej rodzienie od wieków i symbolizował władze nad wodą, oraz rozważność. 2 lata później, gdy miała 17 lat zmarł ojciec. Jako jedyna córka zostałam władczynią. Niestety zły los sprawił, że zaatakowała nas kraina ognia, a ja nieprzygotowana na atak nie uchroniłam moich poddanych. Sama uszła z życiem dzięki naukom rodziców. Na pobojowisku, wsód gruzu było słychać cichy pisk. W poszukiwaniu dotarlam do królewskiej piwniczki. Był tam mały biały tygrys. Musiał się schronić tam przed wojną. Przygarnęłam go i nazwałam Amos.
Teraz podrózuje razem ze mną i bardzo go kocham.
partner: brak, poszukuję.
rodzina: Oboje rodziców nie żyje.
twój link na howrse: amy_i_Li11
wtorek, 18 września 2012
Od Yvolii
Ręce delikatnie zadrżały, a oddech uspokoił się i miarowo pompował powietrze. Przymknęłam oczy, aby rozkoszować się tą chwilą jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Za każdy razem czułam się tak samo, ale teraz, w tej chwili - czułam, że ten dzień może zmienić moją podróż, a nawet resztę mojego marnego życia.
Nadal trzymając ręce pod powierzchnią wody, opuściłam nogi i luźno usiadłam na brzegu. Stopy zaczynały już drętwieć, nie mówiąc o rękach, w które od pewnego czasu uderzała fala górskiej wody.
Śpiew leśnych ptaków przerwało dopiero sapnięcie Dew'a, który najwyraźniej chciał dać o sobie znać. Uśmiechnęłam się lekko, po czym otworzyłam oczy. Znów miałam ochotę je zamknąć, rozkoszować się nadchodzącą chwilą, która być może nigdy się nie powtórzy. Z pewnością. Skuliłam nogi do klatki piersiowej, wyciągając drżące ręce z wody i przypatrując się im. Prawa była blada, drżąca, przemoczona i pełna powierzchownych ranek, z których nadal leciały strużki krwi. Liczyłam na to, że krótkie przetrzymanie pod wodą zatamuje krwawienie, jednak chyba się przeliczyłam. Głos uwiązł mi w gardle i gdy chciałam przełknąć ślinę - zadrżał. Nadal brnęłam w tym bagnie i nie zamierzałam go opuścić. Lewą, zdrową ręką, która była jedynie lekko posiniaczona i oziębnięta, przejechałam po palcu wskazującym, na którym rozcięcie powiększało się i krwawiło najbardziej. Zagryzłam wargę i wytarłam ręce o suknię, która wybladła od ciągłej wędrówki. Za sobą poczułam oddech Kipestshin'a, a później jego futro, ocierające się po moje plecy. Odwróciłam się do niego i lewą ręką przejechałam po grzbiecie. Uśmiechnęłam się szerzej. Gdyby nie Kipestshin i Dew - z pewnością byłabym już martwa. Delikatnie usunęłam rękę i wstałam z ziemi, otrzepując się z brudu, jaki był widoczny na moim ciele.
Nie miałam domu, jedzenia, planów na przyszłość... Każda minuta mojego życia była spontaniczna i skazana na samodzielność i zagładę. Stanęłam dopiero przy Dew, który wypoczywał niedaleko brzegu, wpatrując się w głąb lasu. Klęknęłam przy nim i ściągnęłam z jego grzbietu podręczną sakwę, z której wyciągnęłam kawałek rozdartego materiału i bukłak. Sprytnie owinęłam prawą rękę, tamując krwawienie, natomiast bukłak napełniłam wodą, biorąc jeden łyk.
Brakowało mi towarzystwa, choć z pewnością gdybym miała okazję na spotkanie z ludźmi - nie skorzystałabym i uciekła z lęku przed odrzuceniem. Często mnie spotykał - od narodzin, aż po dwudzieste drugie urodziny, które minęły zaledwie kilka tygodnie temu. Nie zamierzałam ukrywać mojego gniewu lub szczerości, która tak bardzo zrażała ludzi. Poczułam na sobie wzrok Kipestshin'a, wpatrujący się we mnie z oczekiwaniem. Zmrużyłam oczy i podniosłam pytająco brew.
-Zamierzasz się wpatrywać cały dzień? - syknęłam, na co Mantykora tylko mruknęła cicho pod nosem, nie przerywając czynności. Jego wzrok był niespokojny i oddalony od rzeczywistości. Strach. Niepokój. Kipestshin nie był wpatrzony we mnie, tylko w coś za mną!
Odwróciłam się, chowając za grzbietem Dew'a. W odległości dwóch metrów od nas stała dorosła kobieta, przypatrująca się Dew'owi i Kipestshin'owi. Liczyłam na to, że przybyła niedawno i jest szansa, że mnie nie widziała. Bez względu na to - odezwałam się, a ona z pewnością wiedziała o moim istnieniu. Trudno, rzuciłam w myślach. Zwinnie podniosłam się z ziemi i rzuciłam kobiecie odstraszające spojrzenie.
-Liczysz na to, że sobie pójdę? - zapytała z drwiną, po czym zbliżyła się kilka kroków w moim kierunku. Kipestshin natychmiast podniósł się z miejsca, stając na równe łapy i zaczynając cicho powarkiwać. Kobieta zatrzymała się i spojrzała na mnie niepewnie. - Jeśli go uciszysz, to nic Ci nie zrobię...
Skinęłam głową, na co Mantykora zamilkła i z powrotem ułożyła się na trawie. Gestem ręki zachęciłam do siebie 'wędrowca' i usiadłam przy Dew'ie. Wpatrywałam się w jej twarz, broń i ciuchy. Człowiek. Normalny człowiek, pomyślałam i ścisnęłam prawą pięść.
-Co tu robisz? - zapytała mnie, wyciągając zza pleców ogromną sakwę i rozwiązując ją. Wyjęła kromkę chleba i podała mi. Z zawahaniem sięgnęłam po nią.
-Dlaczego pytasz? Mieszkasz tutaj? - odpowiedziałam pytaniem, wpatrując się w ziemię. Usłyszałam śmiech, a kobieta kiwnęła głową. Oblałam się potem. - W takim razie przepraszam. Wędruję i nie patrzę, gdzie idę. Zależy mi na jak najszybszym czasie odejścia i jeśli Ci to nie przeszkadza, niedługo odejdę.
-Nie. Brakuje mi kogoś do towarzystwa, a tym bardziej mieszkańca Zielonej Krainy. - uśmiechnęła się, zagryzając chleb. Zadrżałam. Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie, ale wiem, że prawdopodobnie znalazłam to, czego szukałam od dawna. Dom, schronienie i, być może, przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się blado i wzięłam kęs chleba. - Jestem Irina Grades.
-Jestem Yvoli Gahan. - przedstawiłam się, podając jej zabandażowaną rękę. - To jest Dew, a to Kipestshin. Moje Mantykory. - pokazałam na śpiących przyjaciół, na co Irina uśmiechnęła się z lekka.
Oparłam się o grzbiet Dew'a i przymknęłam oczy, rozkoszując się cudowną nocą w Zielonej Krainie. Granatowe niebo był upstrzone złotymi gwiazdami, a głuche pohukiwanie sów dodawało mi otuchy na jutrzejszy dzień.
-Niepowodzenia minęły? - zapytał cicho Kipestshin, kładąc łapę przy mojej ręce. Spojrzałam w jego głębokie, czerwone oczy i uśmiech, z którego wystawały dwa, ogromne kły.
-Chyba tak... - wyszeptałam, łapiąc go za łapę i przymykając oczy.
Nadal trzymając ręce pod powierzchnią wody, opuściłam nogi i luźno usiadłam na brzegu. Stopy zaczynały już drętwieć, nie mówiąc o rękach, w które od pewnego czasu uderzała fala górskiej wody.
Śpiew leśnych ptaków przerwało dopiero sapnięcie Dew'a, który najwyraźniej chciał dać o sobie znać. Uśmiechnęłam się lekko, po czym otworzyłam oczy. Znów miałam ochotę je zamknąć, rozkoszować się nadchodzącą chwilą, która być może nigdy się nie powtórzy. Z pewnością. Skuliłam nogi do klatki piersiowej, wyciągając drżące ręce z wody i przypatrując się im. Prawa była blada, drżąca, przemoczona i pełna powierzchownych ranek, z których nadal leciały strużki krwi. Liczyłam na to, że krótkie przetrzymanie pod wodą zatamuje krwawienie, jednak chyba się przeliczyłam. Głos uwiązł mi w gardle i gdy chciałam przełknąć ślinę - zadrżał. Nadal brnęłam w tym bagnie i nie zamierzałam go opuścić. Lewą, zdrową ręką, która była jedynie lekko posiniaczona i oziębnięta, przejechałam po palcu wskazującym, na którym rozcięcie powiększało się i krwawiło najbardziej. Zagryzłam wargę i wytarłam ręce o suknię, która wybladła od ciągłej wędrówki. Za sobą poczułam oddech Kipestshin'a, a później jego futro, ocierające się po moje plecy. Odwróciłam się do niego i lewą ręką przejechałam po grzbiecie. Uśmiechnęłam się szerzej. Gdyby nie Kipestshin i Dew - z pewnością byłabym już martwa. Delikatnie usunęłam rękę i wstałam z ziemi, otrzepując się z brudu, jaki był widoczny na moim ciele.
Nie miałam domu, jedzenia, planów na przyszłość... Każda minuta mojego życia była spontaniczna i skazana na samodzielność i zagładę. Stanęłam dopiero przy Dew, który wypoczywał niedaleko brzegu, wpatrując się w głąb lasu. Klęknęłam przy nim i ściągnęłam z jego grzbietu podręczną sakwę, z której wyciągnęłam kawałek rozdartego materiału i bukłak. Sprytnie owinęłam prawą rękę, tamując krwawienie, natomiast bukłak napełniłam wodą, biorąc jeden łyk.
Brakowało mi towarzystwa, choć z pewnością gdybym miała okazję na spotkanie z ludźmi - nie skorzystałabym i uciekła z lęku przed odrzuceniem. Często mnie spotykał - od narodzin, aż po dwudzieste drugie urodziny, które minęły zaledwie kilka tygodnie temu. Nie zamierzałam ukrywać mojego gniewu lub szczerości, która tak bardzo zrażała ludzi. Poczułam na sobie wzrok Kipestshin'a, wpatrujący się we mnie z oczekiwaniem. Zmrużyłam oczy i podniosłam pytająco brew.
-Zamierzasz się wpatrywać cały dzień? - syknęłam, na co Mantykora tylko mruknęła cicho pod nosem, nie przerywając czynności. Jego wzrok był niespokojny i oddalony od rzeczywistości. Strach. Niepokój. Kipestshin nie był wpatrzony we mnie, tylko w coś za mną!
Odwróciłam się, chowając za grzbietem Dew'a. W odległości dwóch metrów od nas stała dorosła kobieta, przypatrująca się Dew'owi i Kipestshin'owi. Liczyłam na to, że przybyła niedawno i jest szansa, że mnie nie widziała. Bez względu na to - odezwałam się, a ona z pewnością wiedziała o moim istnieniu. Trudno, rzuciłam w myślach. Zwinnie podniosłam się z ziemi i rzuciłam kobiecie odstraszające spojrzenie.
-Liczysz na to, że sobie pójdę? - zapytała z drwiną, po czym zbliżyła się kilka kroków w moim kierunku. Kipestshin natychmiast podniósł się z miejsca, stając na równe łapy i zaczynając cicho powarkiwać. Kobieta zatrzymała się i spojrzała na mnie niepewnie. - Jeśli go uciszysz, to nic Ci nie zrobię...
Skinęłam głową, na co Mantykora zamilkła i z powrotem ułożyła się na trawie. Gestem ręki zachęciłam do siebie 'wędrowca' i usiadłam przy Dew'ie. Wpatrywałam się w jej twarz, broń i ciuchy. Człowiek. Normalny człowiek, pomyślałam i ścisnęłam prawą pięść.
-Co tu robisz? - zapytała mnie, wyciągając zza pleców ogromną sakwę i rozwiązując ją. Wyjęła kromkę chleba i podała mi. Z zawahaniem sięgnęłam po nią.
-Dlaczego pytasz? Mieszkasz tutaj? - odpowiedziałam pytaniem, wpatrując się w ziemię. Usłyszałam śmiech, a kobieta kiwnęła głową. Oblałam się potem. - W takim razie przepraszam. Wędruję i nie patrzę, gdzie idę. Zależy mi na jak najszybszym czasie odejścia i jeśli Ci to nie przeszkadza, niedługo odejdę.
-Nie. Brakuje mi kogoś do towarzystwa, a tym bardziej mieszkańca Zielonej Krainy. - uśmiechnęła się, zagryzając chleb. Zadrżałam. Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie, ale wiem, że prawdopodobnie znalazłam to, czego szukałam od dawna. Dom, schronienie i, być może, przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się blado i wzięłam kęs chleba. - Jestem Irina Grades.
-Jestem Yvoli Gahan. - przedstawiłam się, podając jej zabandażowaną rękę. - To jest Dew, a to Kipestshin. Moje Mantykory. - pokazałam na śpiących przyjaciół, na co Irina uśmiechnęła się z lekka.
Oparłam się o grzbiet Dew'a i przymknęłam oczy, rozkoszując się cudowną nocą w Zielonej Krainie. Granatowe niebo był upstrzone złotymi gwiazdami, a głuche pohukiwanie sów dodawało mi otuchy na jutrzejszy dzień.
-Niepowodzenia minęły? - zapytał cicho Kipestshin, kładąc łapę przy mojej ręce. Spojrzałam w jego głębokie, czerwone oczy i uśmiech, z którego wystawały dwa, ogromne kły.
-Chyba tak... - wyszeptałam, łapiąc go za łapę i przymykając oczy.
poniedziałek, 17 września 2012
Pierwsze spotkanie - od Matta
Znów przemiana w wilka, znów bieganie po lasach. Zauważyłem że moje życie stało się monotonne. Musiałem coś z tym zrobić. Moja przeszłości jest na tyle drażniąca że nie chcę o niej gadać. Zawsze byłem typem samotnika jednak wszystko się zmienia. Biegłem przez gęsty las nie wiedząc gdzie dokładnie przez dziwny traw znalazłem się w Zielonej Krainie podlegającej Innotopi. Tej szczególnej informacji dowiedziałem się od jasnowłosej łuczniczki u branej nie co dziwnie.
- Hej - powiedziałem dziewczynie w swej ludzkiej postaci
- Witaj - odparła cichym głosem
- Gdzie jestem? - Spytałem po chwili
- Dokładnie w Zielonej Krainie podlegającej Innotopi. - Oznajmiła uśmiechając się lekko
- Pierwsze słyszę - Rzekłem po chwili namysłu
- Innotopią rządzi córka zacnego króla. Dziewczyna jest urodziwie piękna lecz nie skłonna do dłuższych rozmów. - Znów odezwała się dziewczyna
- Ładna, nie miła królowa fajnie! - Odparłem z ironią
- Jestem Micka. Chcesz zaprowadzę cię do niej? - Podała rękę przedstawiając się
- Matt - odwzajemniłem z uśmiechem
- Zaprowadzić cię? - Spytała uśmiechając się
- Tak jak byś mogła.
Dziewczyna odkręciła się i zaczęła iści dostojnym krokiem godnym modelki. Szedłem za dziewczyną przyglądając się jej urokowi. Szliśmy parę dobrych godzin aż zaszliśmy do osady. Była to wielka kraina niczym nie różniąca się od normalnej. Sklepy, targi, ludzie, domy wszystko wydawało się banalne. Dziewczyna jednak się nie zatrzymała a gdy szła ludzie patrzyli się jak by z lękiem. Zaszliśmy pod wielki, piękny zamek jak by z kryształów. Micka szła dalej pierwszy raz odkręciła się by zobaczyć czy idę za nią.
- Tu jest królowa. Idzi z nią rozmawiaj tylko z szacunkiem. - Oznajmiła już nie tym samym tonem
- Okey - popatrzyłem się na nią i poszedłem dalej już sam.
Wszedłem do wielkiej komnaty gdzie siedziała bardzo urodziwa blondynka ubrana na czerwono z feniksem u boku. To na pewno musiała być królowa...
C.D.N
Początek- od Jessici
Obudziłam się pewnego dnia w domu daleko za Innotopią. Z chodząc na śniadanie dowiedziałam się bardzo przykrej wiadomości, dowiedziałam się że mój ojciec nie żyję. Musiałam pojechać do Innotopi gdzie była już moja młodsza przyszywana siostra. Podróż była długa i męcząca ale dojechałam do celu.
- Micka co się stało? - Spytałam w niepokoju
- Ojciec nie żyje! Umarł tu walcząc o tereny! - Powiedziała po przez łzy
Odeszłam od niej na kilka kroków osobiście nie lubiłam z nią przebywać może to z powodu że była bardziej czarodziejką ziemi a ja w 100% ognia. Poszłam prosto w rzeź wszyscy martwi, pełno krwi do okąła. Podeszłam to zwłok swego ojca a z jego płaszcza wystawał skrawek papieru. Wyciągnęłam go a tam list pożegnalny jak by wiedział że umrze.
Córciu Kochana!
Wiedziałem że ty jako pierwsza odczytasz mój list jesteś najstarszą z moich córek gdyż muszę z żalem stwierdzić że nie jedyną. O Mice już wiesz więc mam ogromną nadzieję że nie masz do mnie żalu. O prócz niej masz jeszcze dwie siostry. Imienia ani jednej ani drugiej nie znam. Nie wiem nawet gdzie przebywają.
Kochanie moje wiem że masz do mnie wielki żal nawet nie jeden. Jednak mam nadzieję że mi przebaczasz chociaż teraz gdy już mnie nie ma z wami.
Mianuję cię królową całej Innotopi krainy którą odkryłem. Mam nadzieję że będziesz dobrą królową godną tego mienia. Jednak że by tak się stało musisz zmienić swoje nawyki które tak wciskałem ci w głowę.
Jessica dbaj o siostrę i o całe królestwo. Wiem że to proste nie jest ale nie myśl tylko o sobie teraz na głowie masz Mickę, dwie pozostałe siostry które mam nadzieję że odnajdziesz, całe królestwo i swoich poddanych. Oczywiście władza to obowiązki więc musisz pamiętać że jesteś również dyrektorem szkoły. Na pewno sobie poradzisz. Liczę na ciebie że dokończysz to co ja zacząłem.
Król Trit!
Przeczytałam list jednak nie wiedziałam co o tym myśleć. Dotarła do mnie jedna myśl że muszę się zmienić, że muszę stać się odpowiedzialna i że muszę zająć miejsce ojca.
Yvoli - nowy mieszkaniec Zielonej krainy
imię: Yvoli
nazwisko: Gahan
wiek: 22 lata
płeć: Kobieta
posada: Kapłanka
rasa: Mag Ziemi Czystej Krwi
kraina: Zielona Kraina
zwierze: Dew i Kipestshin
| Dew |
![]() |
| Kipestshin |
umiejętności: Lewitacja, Kontaktowanie się z Duszami Nieczystymi oraz Światem Zmarłych, ożywianie natury;
żywioł: Ziemia;
charakter: małomówna, cicha, spokojna, skupiona, nieprzystępna;
historia: Urodziła się w niewielkiej Wiosce na Obrzeżach Morza. Dorastała tam oraz wychowywała się ze zwierzętami i rodziną. Niedawno postanowiła opuścić rodzinny dom, zabierając ze sobą najbliższe zwierzęta i poszukując przeznaczenia;
partner: brak/nie szuka;
rodzina: brak [prawdopodobnie nie żyją];
twój link na howrse: Adka3;
środa, 12 września 2012
Przypomienie
Po pierwsze najmocniej was przepraszam za to że nie mogę być tu codziennie ale to z powodu szkoły.
Po drugie przypominam że dołączenie nic nie kosztuje a wystarczy wysłać do mnie wiadomości ( howrse.pl - fortuna3 ; e-mail - kiniusia426@interia.pl. Jak już tu jesteś to zastanów się nad przystąpieniem.
Zachęcam do pisania opowiadań, oraz do wysyłania propozycji by nasz blog był jeszcze lepszy...
Przyłączajcie się bo bez was to wszystko na nic :(
Po drugie przypominam że dołączenie nic nie kosztuje a wystarczy wysłać do mnie wiadomości ( howrse.pl - fortuna3 ; e-mail - kiniusia426@interia.pl. Jak już tu jesteś to zastanów się nad przystąpieniem.
Zachęcam do pisania opowiadań, oraz do wysyłania propozycji by nasz blog był jeszcze lepszy...
Przyłączajcie się bo bez was to wszystko na nic :(
niedziela, 9 września 2012
Szukam osób
Szukam osób które będą często tu zaglądać i mają założone konto na blogerze.
Osoby bardzo ambitne i miłe będą mogli zostać współzałożycielami bloga.
Korzyści:
- możesz dodawać nowe posty bez problemu
Czekam na miłe osoby
Osoby bardzo ambitne i miłe będą mogli zostać współzałożycielami bloga.
Korzyści:
- możesz dodawać nowe posty bez problemu
Czekam na miłe osoby
sobota, 8 września 2012
Nowy mieszkaniec Matt
Imię: Matt
Nazwisko: Bryll
wiek: 20 lat
płeć: mężczyzna
posada: mistrz
rasa: wilkołak
kraina: Innotopia
zwierze: Maro
| Smoczek wody |
umiejętności: przemiana, szybkości, przewidywanie przyszłości, hipnoza,
żywioł: woda
charakter: miły, uparty, mądry, sprytny, zabawny, przyjazny,
historia: nie mówi
partner: szukam
rodzina: brak
nick do howrse: fortuna3
Dołączyła do nas mądra Irina
Imię: Irina ( czyt. Airina )
Nazwisko: Grades
wiek: 20 lat
płeć: kobieta
posada: Mistrz
rasa: Czystej krwi człowiek
kraina: Zielona kraina
zwierze: Bount
umiejętności: Lewitacja, sokole oko, może sterować swoją ofiarą
żywioł: Ziemia
charakter: miła, uczciwa, przyjacielska, pogodna, lojalna, zabawna, ostrożna, mądra
historia: Może kiedyś powie...
partner: nie
rodzina: nie zna jej
twój nick na howre: Volva
piątek, 7 września 2012
I nic;(
Trudzę się jak mogę jednak nic z tego nie wychodzi. Jest cisza nikt nie chce do nas dołączyć. Czyż by mój ojciec się mylił czy w tym świecie nie ma żadnych czarodziei żywiołów. Na razie nie tracę wiary więc może ktoś się przekona.
ZAPRASZAM WAS WSZYSTKICH
ZAPRASZAM WAS WSZYSTKICH
czwartek, 30 sierpnia 2012
Micka
Imię: Micka
Nazwisko: Biel
Wiek: 17lat
płeć: kobieta
rasa: pół krwi ( czerwoni zieloni )
kraina: Innotopia
posada: uczeń
zwierzę: Diament - gryf
charakter: miła, uczciwa, koleżeńska, pewna siebie, odważna, waleczna, łatwo ją zirytować lecz u mnie się pohamować
historia: Moja matka umarła jak mie urodziła wychowywałam sie u ojca. chciał wychowac mie jak moja siostre. wywyszszajaca sie i nie miła. ja jednak zawsze byłam jak moja matka. mimo tego ze jej nie znałam wiedzałam duzo o niej. w szkole radze sobie dobrze mam osoby lubiane przyjaciul ale i wroguw. wiekszasc ma cos domie ale ide przes siebie.
umiejętnośc: uczy się w szkole
partner: szukam
rodzina: matka ( czarodziejka ziemi )
ojciec Trit
siostra Jessica Mari
fundusze: xxx*
link na howrse.pl karolina1234578
śmierć Trita
Nasz władca Trit właśnie zmarł w walce o wasze bezpieczeństwo teraz ja jego najstarsza córka Jessica przejmuję władze nad Innotopią jak życzył sobie ojciec w liście....
Mam nadzieję że dużo się nie zmieni a wy będziecie nadal ciepło wspominać ojca.....
Spoczywaj w pokoju!
Mam nadzieję że dużo się nie zmieni a wy będziecie nadal ciepło wspominać ojca.....
Spoczywaj w pokoju!
Jessica
imię: Jessica Mari
nazwisko: Biel
wiek: 18 lat
płeć: kobieta
rasa: czystej krwi czarodziejka ognia
kraina: Innotopia
posada: Władczyni/ dyrektorka
zwierze: Wir - feniks
charakter: Wredna, egoistyczna, mądra, szczera, bezwzględna, uczynna, sprytna, waleczna, nie ufna
umiejętności: uczy się...
historia: Gdy miałam roczek moja matka umarła. Wychowywał mnie sam ojciec lecz wychowywana byłam z siostrą Micką. Jej matka była czarodziejką ziemi co bardzo mnie denerwowało że ojciec wybrał inną czarodziejkę. Ojciec wybierał się na różne długie wędrówki właśnie w jednej z nich odkrył Innotopię. Mianował się jej władcą i dyrektorem czarodziejskiej szkoły. Jednak na Innotopię napadli barbarzyńcy ojciec bronił wszystkich mieszkańców i tak zginął. Jako ta starsza postanowiłam dokańczać dzieło zaczęte przez ojca. Musiałam zmienić swoje nawyki i cechy charakteru by być dobrą władczynią. Teraz tylko szukam czarodziei 4 żywiołów bym zrobiła to co ojciec chciał. Może kiedyś dowiem się co miał na myśli. Jednak teraz chcę zjednoczyć swoją krainę i być dobrą władczynią.
zarobki: xxx*
partner: poszukuję
rodzina: ojciec Trit , matka umarła gdy miałam roczek
siostra: Micka
twój link na howrse: fortuna3
wtorek, 28 sierpnia 2012
Nowości
Witam właśnie wystartował nowy blog. Innotopia
polega na wcielanie się w czarodzieja żywiołu
Blog założony z myślą o dobrej zabawię
polega na wcielanie się w czarodzieja żywiołu
Blog założony z myślą o dobrej zabawię
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



)